Koszty tworzenia…

Tak się ostatnio zastanowiałem i doszedłem do wniosku, że świat jest jednak pokręcony. Dlaczego jestem w stanie łatwo wydać z 50zł na książkę, która dostarczy mi czasami tylko jednej nocy niezapomnianej historii, a kupienie filmu wydaje się majątkiem.

Może chodzi tutaj o łatwość zdobycia filmu w porównaniu do książki, której praktycznie nie ma jak pobrać z internetu jeśli nie pojawiła się w elektronicznym wydaniu. Człowiek z natury jest oszczędny i leniwy, szukamy najprostszych i najbardziej ekonomicznych sposobów na zdobycie czegoś, dlatego jeśli film leży spiracony na serwrach to chętnie po niego sięgamy bez skrupułów. Jednak niektóre książki są nie do pobrania, dlatego zmuszeni jesteśmy do wydania pieniędzy w realnym sklepie…

Nie chodzi tutaj tylko o książki, jakiekolwiek dobro które nie znajduje się w sieci kupujemy. Ostatnio szukałem filmu Smerfy z polskim dubbingiem, jednak nigdzie nie szło tego znaleźć. Będąc w dużym hipermarkecie, leżała sobie płyta DVD w cenie 40zł i od razu wrzuciłem ją do koszyka. Jakość nie powalała, miesiąc wcześniej miałem angielksojęzyczną wersję w 1080p pobraną bez wychodzenia z domu za darmo, jednak nikt nie stworzył napisów (bo i po co, skoro jest dubbing).

Przejdę do sedna. Jeśli ten film kosztowałby już 90zł, to nawet to że bardzo chciałem go obejrzeć po polsku, wolałbym zaosczędzić pieniądze i cieszyć się angielskim głosem. Tylko dlatego, że dvd kosztowało tyle ile kosztowało (choć to i tak za duża cena dla przeciętnego polaka) postanowiłem je kupić.

Dlaczego więc wydawcy nie mogą zrozumieć, że większość osob chce prostej i taniej metody na cieszenie się kulturą. Żałuję, że nie mamy dobrego i taniego serwisu gdzie można z łatwością pobrać jakikolwiek film (w cenach 20-30 zł) i od razu go obejrzeć. Wiem, że nadal dużo osob postanowiłoby ściągać kopie z internetu (nie nazwe tego nielegalnymi kopiami, bo dopóki nie udostępniają ich dalej to mogą pobierać), ale część osob przekonałoby się do  takiej metody.

Nigdy w życiu nie kupowałem programów, skoro dało się je pobrać a kupno wiązało się z dużymi wydatkami to nie czułem się za bardzo winny. Od kiedy znajduje programy które kosztują parę euro w MacAppStore czy aplikacje na iOS kosztujące zazwyczaj 80 eurocentów, nie mam żadnego spiraconego programu. Czekam także na iTunes Match w Polsce albo chociaż pojawienie się niektórych artystów w iTunes to zakupie także i muzykę. Ale tylko wtedy kiedy łatwo będą mógł się nią cieszyć z innymi, bez zabezpieczeń i utrudnień dla kupującego.

Z grami jest podobnie, pirackie kopie traktuję jako swoiste demo. Tydzień tem ubrat wyciągnął z szafy komputer, uruchomił go (leżał trochę w szafie odkąd zaczęliśmy używać sprzetu od Apple) i pobrał Skyrima. Gra okazała się tak świetna, że poleciał do sklepu, oddał stare gry na Playstation 3 i w sumie za 70zł miał nową zafoliowaną grę. Tak powinno to wyglądać, bo nikt nie chce kupować kota w worku.